"Łikend" spędziłam robiąc to co lubię szycie, klejenie, wycinanie).
Brałam do rąk tylko te prace na które miałam ochotę.
A co !
Raz na jakiś czas trzeba być samolubem:).
Nikt nie kręcił się po domu, nikt nie przeszkadzał ...istny raj.
Dzięki temu skończyłam następną konewkę.
Ozdobiłam ją papierem ryżowym.
Bardzo łatwo i fajnie go się klei.
Motyw z bukietem bzów bardzo mi się podoba.
Mam nadzieję, że Wam także
(przypominam, że za 4 miesiące zakwitną pachnące bzy, ach!).
To zdjęcia przedstawiające, jak z Filemonem błogo spędzaliśmy niedziele.
Kilka narcyzy (czy żonkili?- ( nigdy nie potrafię wskazać różnicy między tymi kwiatami....
Umiecie rozróżnić?- czekam na podpowiedzi...) połamał i potarmosił łapkami.
Bury nie dostał - a co mi tam- niech się bawi- pomyślałam.
Nigdy nie wspominałam, że bardzo lubię wyszywać krzyżykami.
Teraz nie krzyżykuję, bo pochłonęły mnie inne pasje
i brakuje mi czasu na haftowanie.
Zbieram jednak wzory i kiedyś na pewno jeszcze coś wyszyję.
Moje 2 obrazy zdobią ściany w salonie.
Muszę poukładać troszeczkę w domu, bo po dwóch, a właściwie trzech dniach mojego lenistwa
zakradł się mały bałaganik.
Ps. Nad metamorfozą fotela jeszcze obmyślam.
Jeszcze nie jestem pewna, jak ma wyglądać całościowo.
Jak mi się wszystko w myślach ułoży to planuję w następny piątek drapać i skrobać.
Pozdrawiam serdecznie.
Pa!
































